Zbigniew Rutecki ps. „Falek” odkrywa kulisy sprawy „Kulawego”
Największa mafia w Polsce
O Kulawym, gangu północno – wschodniej Polski czy wręcz o mafii mówiło się w związku ze sprawą dwóch zaginionych szczecińskich biznesmenów. Jedna z wersji wydarzeń mówiła o przemieleniu ciał wcześniej zamordowanych w masarni Jana Ruteckiego w Kisielicach pod Iławą. Na ławie oskarżonych 16 listopada 2006 r. zasiadło 16 osób, jeden w trakcie trwania procesu Roman Walczak zmarł. Ostatecznie wyroku sądu pierwszej instancji po pięciu latach w końcu października 2011 r. wysłuchało 15 oskarżonych. Na 8 lat pozbawienia wolności został m.in. skazany Zbigniew Rutecki, kuzyn – syn brata ojca Jana Ruteckiego ps. Kulawy. Sam Kulawy otrzymał dożywocie, jego żona Elżbieta – 9 lat, inni oskarżeni od kilku do kilkunastu lat pozbawienia wolności. Wyrok nie jest prawomocny. Zbigniew Rutecki uważa, że dochodzenie w sprawie i sam proces były prowadzone stronniczo: w celu uzasadnienia założonej przez prokuraturę i CBŚ z Olsztyna tezy, że Kulawy i jego rodzina oraz współpracownicy są winni. Według Zbigniewa Ruteckiego z akt sprawy wynika, że wielu świadków było nakłanianych do fałszywych zeznań przez służby, a sędzia nie znał wszystkich akt sprawy, twierdząc w 2008 r. np., że w tej sprawie nie ma akt niejawnych. Natomiast w pismach z 2006 r. wysyłanych do oskarżonych wyraźnie jest mowa właśnie o aktach niejawnych.
Największa mafia w północno-wschodniej Polsce w Kisielicach pod Iławą? Jak to możliwe?
To zaczęło się od wizyty detektywa Krzysztofa Rutkowskiego w 2000 r. w Kisielicach. Rutkowski miał nieporozumienia z Janem Ruteckim. Chodziło o samochód jeepa toyotę land cruiser, który mężczyzna z Zielonej Góry oddał Janowi za długi – był mu winien 100 tys. zł. Przyprowadził ten samochód do Kisielic, po kilku miesiącach zaangażował Rutkowskiego, że ten samochód został mu skradziony. Ten samochód był kilka miesięcy w Kisielicach, z papierami, normalnie jeździł. Rutkowski przyjechał do Jana z ochroniarzem z bronią i został wręcz ośmieszony, bo w dowodzie rejestracyjnym figurowało nazwisko kobiety, nie tego mężczyzny z Zielonej Góry. Rutkowski nie dostał tego samochodu. Od tego zaczął się cały ambaras. (Mnie w tych latach nie było, byłem za granicą.) W tych latach, może to był 2002 r. Jan dostał koncesję na produkcję biopaliw, a przecież wiadomo, że Rutkowski siedział za mafię paliwową… A wtedy, żeby otrzymać koncesję na produkcję biopaliw to było praktycznie niemożliwe To było załatwiane przez ministerstwo…
Wcześniej Jan Rutecki był radnym miejskim, miał bardzo dobrą opinię wśród mieszkańców…
Jan był radnym. Miał z żoną ponad 400 ha ziemi, firmy legalnie zarejestrowane: budowlana, transportowa, doszedł skup rzepaku i zboża, jeszcze jest jedna firma, która do tej pory niszczeje koło Elbląga na 12-15 tys. ton skupu zboża, tam była linia produkcyjna nawozów, Biny, suszarnie, wszystko skomputeryzowane…To wszystko niszczeje, bo to też zabezpieczył komornik. Dawali ludziom pracę. Dodatkowo Jan swoją dietę radnego oddawał chyba na panie z zespołu „Pomerania”. Praktycznie do dzisiaj nikt w Kisielicach na Jana nie narzekał, żeby ktoś jakąś krzywdę miał, wręcz przeciwnie pomagał ludziom: to ubrania dla biednych, jedzenie, drzewo opałowe dawał za darmo… Jak mógł, tak pomagał.
Więc skąd to określenie: „Kulawy” – szef mafii?
Jak zaginęli ci panowie ze Szczecina, to żony ich wynajęły Rutkowskiego do poszukiwań w 2003 r. i Rutkowski miał całkowity powód, gdzie nawet nagłaśniał w ogólnopolskich mediach i zeznał w sądzie, że Jan Rutecki to największa mafia w Polsce, a mafie typu Wołomin warszawski to są „chłopcy w krótkich spodenkach”. Detektyw zeznał wtedy w sądzie, że my żeśmy handlowali bronią i materiałami wybuchowymi z IRA (Irlandzką Armią Republikańską) i nawet te wybuchy na lotnisku Heatrow w Anglii (2005 r.) to też nasza sprawka. Tylko że w 2005 r. to myśmy wszyscy siedzieli, bo Jana aresztowali w 2003, resztę w 2004 i 2005 roku. Do tego jego chora wyobraźnia podpowiedziała mu, że handlowaliśmy narkotykami: Wenezuela i Aruda. Że nawet kilkanaście czy kilkadziesiąt osób z Kisielic było zatrzymanych w Heatrow z narkotykami… To wszystko sobie wymyślił. W najmniejszym stopniu nie zostało to potwierdzone.
Czy Jana Ruteckiego aresztowano w wyniku oskarżeń Rutkowskiego?
Jan był aresztowany 19 listopada 2003 r. Był też wtedy aresztowany na posesji Jana G.B. i K. L., a w Elblągu M.K. „Kacper”. To prowadziła iławska prokuratura krótko, następnie przeniesiono sprawę do prokuratury Elbląg, ale tam nawet nie zaczęto dochodzenia, tylko od razu przeniesiono do Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. To było około 8-9 miesięcy, Jan miał już mieć sporządzony jakiś tam nieduży akt oskarżenia i wtedy odbyło się słynne spotkanie w lokalu w Iławie. To był 2004 rok: Krzysztof Rutkowski, wysoki funkcjonariusz CBŚ Gdańsk, jego zastępca, (to wszystko zeznaje Rutkowski), żony zaginionych biznesmenów ze Szczecina oraz zastępca komendanta policji w Iławie. Rutkowski przedstawił im tą „chorą wersję” o IRA i Wenezueli itp i przy nich Rutkowski wyjął telefon i przedzwonił do Adama Rapackiego. (Zaczyna się problem, co ja mogę ujawnić, czego nie mogę ujawnić.) Na interwencję Rapackiego naszą sprawę przeniesiono do Prokuratury Apelacyjnej Białystok i wtedy zaczęły się aresztowania Ela (5 października 2004 r.), L.G., T.W., ja (30 listopada 2004 r.) , później dwóch chłopaków z Elbląga (wiosna 2005 r.): M.G., R.H., Cz.R., D.Ż., B.B., Z.M., A.J., R.W. Jedna ława oskarżenia liczyła sobie 16 oskarżonych, postawiono nam w sumie 144 zarzuty. Ostatnie 6 osób to całe konfidenctwo, które razem z B. i L. poszło na współpracę z policją. Jak Roman Walczak umarł, zostało na ławie oskarżonych 15 osób.
Panu postawiono ok. 30 zarzutów?
Ja miałem chyba trzydzieści zarzutów i wszystkie mi sędzia „przybił”. Dwa morderstwa ze szczególnym okrucieństwem i wielokrotność. Przemyty papierosów, alkoholu i narkotyków. Wyłudzenia za fikcyjne kolizje, składanie fałszywych zeznań, dokumentacja rejestrowanych samochodów. Wzięcie zakładnika w Norwegii. Nabycie i posiadanie przyrządów do produkcji narkotyków.
Chodząca niewinność?…
Ja pani powiem zaraz, ja pani dam dokumenty. W nich jest wyraźnie pokazane jak zeznania konfidentów są poprawiane po jakimś czasie. Np. K.L. zeznawał 25 razy, każdy protokół jego przesłuchania był po około 10 kartek A 4. Ogólny przykład. Jeżeli on mówi na temat fikcyjnej kolizji, że w tej konkretnej kolizji brał udział ktoś tam i wymienia ileś osób, wśród tych osób ani mnie, ani Elki nie wymienia, a następnie w dziesiątym czy piętnastym zeznaniu przypomina sobie, że ja też tam byłem… Oni tak robili „haki”, by mieć argumenty do aresztowania mnie i Eli. Inny przykład związany z tym samochodem z Zielonej Góry. Rutkowski twierdził, że ten facet sam samochodu do Kisielic nie przywiózł, tylko był mu zabrany z użyciem broni. G.B. zeznał jak był zatrzymany, że do Zielonej Góry po samochód pojechały trzy konkretne osoby. Mnie nie wymienia. I nagle, 1,5 miesiąca przed moim zatrzymaniem, podpisał zaznanie, że ja też byłem w tej akcji. Ponieważ był to artykuł 280 paragraf 2 „z użyciem broni”, czyli traktowany jako zbrodnia, to prokurator stosował to mi przez 17 miesięcy do sankcji jako główny zarzut. Inne osoby: świadkowie i poszkodowani nie widzieli mnie tam, ale prokurator uznał zmienione po jakimś czasie zeznania G.B. Za te kolizje i tak wiedziałem, że mnie zamkną. Do żadnego zarzutu się nie przyznałem. Ostatecznie mam postanowienie prokuratora, który umorzył wobec mnie śledztwo z tego artykułu, uzasadniając, „że czynu tego nie popełnił”. Miałem początkowo 17 zarzutów, ale później mi „produkowali” i wyszło na te 30… To samo dotyczyło Eli. Gdyby oni mieli na mnie i na Elę coś, to by od razu nas zatrzymali wszystkich razem. Podobnie było z przedstawieniem nam (mi także) zarzutów „grupy zbrojnej” i to także prokurator mi umorzył. Została „zwykła grupa”…
Wyrok zapadł w końcu października 2011 r. jak się Pan poczuł?
Spodziewałem się tego, ponieważ dwóch sędziów, którzy prowadzili naszą sprawę, tak ją prowadzili, aby ochraniać funkcjonariuszy CBŚ i prokuratury za ich prefabrykacje. Musieli nas skazać. Bo musieliby ich pozamykać. Ogarnął mnie śmiech i zrozumienie, że o ile się da, to trzeba tak doprowadzić, aby sąd elbląski przestał istnieć, bo tam tylko są prześladowania Polaków, nie ma tam żadnej sprawiedliwości.
Dostał pan 8 lat. Jednak Pan mieszka, żyje w społeczeństwie…
Ja mam odsiedziane w sumie 5 lat 2 miesiące i 16 dni. No i chyba sąd nie chciał się ośmieszać, żeby sankcję stosować. Teraz jest wyrok nieprawomocny. Uzasadnienie będzie gdzieś w kwietniu, maju, następnie adwokaci piszą apelację. I dopiero sąd apelacyjny podejmie decyzję. Ja walczyłem o uniewinnienie, a zostałem skazany… Proces tak był nagłośniony w całej Polsce. Komuś na tym bardzo zależało, żeby tego nie wyciszyć, musieli więc nas skazać, bo musieliby zamknąć CBŚ olsztyński i prokuraturę białostocką.
Jak się Panu teraz żyje?
Teraz moim celem życiowym stało się ukazanie tej patologii panującej w CBŚ Olsztyn, w prokuraturze białostockiej i sądzie elbląskim.
Kim był Pan wcześniej, przed tą sprawą?
Skutkiem przetrzymywania mnie w niewoli tak długo był rozpad mojego małżeństwa. Co z tego, że jedną sprawę w Strasburgu wygrałem, gdzie tamtejszy sąd stwierdził, że Polska złamała prawo, stosując zbyt długi areszt tymczasowy wobec mnie? Co z tego, że Państwo Polskie wypłaciło mi z tego tytułu odszkodowanie?… Miałem żonę, rodzinę, dom, posesję 17 ha ze stawami pod Kisielicami, samochód (jeep land rover). Teraz nic nie mam. Komornik zlicytował mi mienie warte 2 miliony za 226 tys. zł: pobrał z tego koszty własne, spłacił kredyt, jaki miałem na zakup nieruchomości i około 40 tys. zabezpieczył na poczet grożącej kary. Mój samochód stał na posesji Jana i zniknął razem z innymi samochodami Jana i Eli, maszynami rolniczymi i wyposażeniem ich domu, który też jest doszczętnie rozgrabiony. A przecież zgodnie z przepisami sąd albo prokuratura są zobowiązane do zabezpieczenia mienia, jeżeli osoby podejrzane zostają zatrzymane. Jestem bankrutem bez środków do życia. Pierwszy rok czasu po wyjściu nie mogłem się po prostu odnaleźć. Z pracą na terenie Iławy nie mam najmniejszych szans z uwagi na nagłośnienie. A rodzina? Zobaczymy, jak to się ułoży…
Ma Pan 48 lat i jest pan postawiony na początku życia…
Ze złamaną psychiką… Nie ma w Polsce sprawiedliwości. Noce dalej nieprzespane…Godzina 2,3 to już się budzę…Cały czas żyję tą sprawą, żeby udowodnić, w jakim błędzie jest sąd elbląski. Tym bardziej, że tam są akta… To niezrozumiałe, żeby wydać na ich podstawie taki wyrok… Praktycznie zostali tylko mi przyjaciele z lat przed zamknięciem. Nowych kontaktów nie nawiązuję.
Czy jest nadzieja?
W Strasburgu mam założone chyba 6 spraw związanych z majątkiem, z rozkradzeniem mojej nieruchomości (prowadzi mi je adwokat). Ta sprawa także wyląduje w Strasburgu po zakończeniu drugiej instancji…
Aleksandra Skubij
Od autorki: Mój rozmówca przyniósł do redakcji kilkaset stron kserokopii dokumentów z procesu, między innymi postanowienia prokuratora o umorzeniu niektórych zarzutów, różne zeznania tego samego świadka, dokładne protokoły z sali sądowej. Do tematu wrócimy.
Echo Iławy nr 50 z dnia 14 grudnia 2011 r.